„Trybunał dusz” Donato Carissi

Z początkiem miesiąca Wydawnictwo Albatros wznowiło polskie wydanie „Trybunału dusz”, autorstwa Donato Carrisi. Powieść to thriller, pierwsza część historii Marcusa, agenta Trybunału Sumienia. Osoby, które czytają moje recenzje, wiedzą już, że „specjalizuje” się w zimnych, skandynawskich klimatach, jednak dzięki Donato Carrisi, moja ciekawość czytelnicza została skierowana na południe europy. Włochy, Rzym, hierarchowie kościelni, tajemnice, symbolika i przestępstwa. Można napisać – so far so good.

Autor zbudował ciekawego bohatera, Marcusa, który kieruje się w życiu szóstym zmysłem. Gdybym miała użyć jakiegoś porównania, z przymróżeniem oka, to Marcus jest dla mnie takim „kościelnym” Patrickiem Jane, czyli konsultantem śledczym z serialu „Mentalista”. Jeśli spodziewacie się banalnej fabuły, to takiej nie otrzymacie. Jeśli spodziewacie się, że fabuła i zagadka potoczy się wokół drobnej grupy ewentualnych oskarżonych, to też tego nie dostaniecie. Czytelnik nie wie czego się spodziewać, a cała powieść jest jedną wielką tajemnicą i wzbudza niepewność.

To co mnie zainteresowało i „wciągnęło”, to właśnie ta wspomniana niepewność. W książce „Trybunał dusz”, nie znajdziecie niczego oczywistego, ani przewidywalnego. Myślę, że to świadczy o świetnym wyczuciu czytelnika, jakie posiada autor. Nie wiem, czy to jest doświadczenie, czy „talent”, jednak cokolwiek to jest, zrobiło to na mnie wrażenie.

Autor daje nam poznać bohatera, nie tylko z perspektywy jego unikatowego charakteru, ale także z perspektywy tajemnicy jaką owiana jest jego przeszłość. Skupiłam się na sylwetce Marcusa, ale to również dzięki doskonale zarysowanym otoczeniu, autor zbudował tak ciekawą osobowość śledczego.

Obok Marcusa ważną postacią jest policjantka Sandra Vega. Życie Sandry nie jest kolorowe, nie tylko ze względu na charakter jej pracy, jednak przede wszystkim ze względu na stratę osobistą, którą poniosła. Sandra w bardzo młodym wieku została wdową, a powód śmierci jej męża z czasem okazuje się bardziej tajemniczy, niż mogłoby się wydawać. To popchnie Sarę do rozwiązania tej zagadki samodzielnie.

Całość historii otacza sprawa zaginionej studentki Lary. Właściwie dziewczyna po prostu znika. Jednego dnia była, a kolejnego, ślad po niej zaginął. Sprawa ta w pewnym momencie spaja drogi tych dwojga. Już więcej nie napiszę bo zacznę „spojlerować”.

Są i słabsze momenty w książce. W pierwszej kolejności wymienię zbyt obszerne opisy. Nie ma ich zbyt wiele, ale czasem miałam chęć powiedzieć – już dajmy spokój i idźmy dalej, jednak dokładnie wtedy dochodziło do ciekawego zwrotu akcji. W którymś momencie nawet złapałam się na tym, że kiedy autor rozpoczynał coś opisywać, to wiedziałam, że zaraz nastąpi jakiś zwrot, co w konsekwencji potęgowało moją ciekawość.

Druga kwestia to wielowątkowość, którą posługuje się Carrisi. To, co dla niektórych może być atutem, dla innych może stać się problemem. Wydaje mi się, że wielowątkowość stosowana przez autora powinna być nieco bardziej okiełznana. Nie mam zastrzeżeń do samej wielowątkowości, jednak nie każdy lubi taką mieszankę wydarzeń. Moim zdaniem nie jest to jakiś zatrważający zarzut, jednak ta kwestia nie mogła być przeze mnie pominięta.

Chyba trochę podeszłam do recenzji od końca. Swoja drogą, znam też ludzi, którzy czytają książki od końca.

Reasumując. Tajemnicze morderstwa. Ciągłe napięcie. Dziwne zdarzenia, które z czasem wiążą się ze sobą. Autor zmusza czytelnika do myślenia i tropienia śladów razem z bohaterami oraz do analizy i wyciągania własnych wniosków.

Przeczytajcie, ale niekoniecznie od końca.

„Bez śladu” Tana French

Co słychać u Waszej rodzinki?

Para zakochanych nastolatków – Frank Mackey oraz Rosie Daly, pragnie wyrwać się z patologicznych domów. Pewnego dnia przekuwają swoje marzenie w czyny i decydują się na ten poważny krok – ucieczkę. Jednak plan nie zostaje wykonany zgodnie z założeniami Franka. Zabrakło w nim kluczowego, bardzo ważnego elementu – jego miłości, Rosie. Dziewczyna nie pojawiła się w umówionym miejscu, ale zostawia dla Franka list, w którym wyjaśnia, że ucieknie sama.

Mija długie dwadzieścia lat. W życiu Franka Mackeya wydarzyło się wiele. Ożenił się

i rozwiódł, ale co najważniejsze został ojcem i ma małą córeczkę Holly. Frank jest też detektywem i pracuje w wydziale tajnych operacji. Po 20 latach mężczyzna nadal wspomina swoją dawną miłość Rosie. Pewnego dnia na skutek splotu wydarzeń, zostaje znaleziona walizka dziewczyny. Mężczyzna wie, że nie może tego tak zostawić i musi dowiedzieć się skąd to znalezisko, jak to się stało. Frank ma przeczucie i rozpoczyna poszukiwania. Niestety jego najmroczniejsze przypuszczenia potwierdzają się, kiedy znajduje „resztki” swojej ukochanej, przykryte betonową płytą. Mimo upływu lat to cios dla Franka. Sprawa komplikuje się kiedy następnie, w tajemniczych okolicznościach ginie brat mężczyzny – Kevin, co więcej przy jego zwłokach zostaje znaleziony list. Tu już nie ma zbiegów okoliczności.

W przypadku książek Tany French wątek kryminalny, nigdy nie był jakoś specjalnie eksponowany, jednak cały czas przeważał obyczaj. To też taki urok powieści tejże autorki. Jednak w przypadku książki „Bez śladu”, wątek kryminału przepadł całkowicie. Dla mnie to po prostu – no właśnie, ani to czysty obyczaj, ani kryminał, ani thriller, zatem napiszę, że dla mnie to po prostu bardzo dobra lektura. Podobnie jak w przypadku dwóch pierwszych części, mamy dobrze zbudowane tło. Otoczenie zróżnicowane i co więcej wplecione w społeczne zmiany, które wtedy miały miejsce.

Autorka pokazuje rys patologicznej rodziny. Nie lubię osobiście takich tematów, dlatego patrząc na książkę z perspektywy swoich upodobań, to temat średni, ale interesująco opisany. Ciekawe postacie, nie są jakoś specjalnie głębokie, choć może się wydawać, że sam temat skłania do takiego wniosku. Dużo w tych moich ocenach „ale”, no ale, nie jest to dla mnie jednoznacznie i bezsprzecznie dobra książka. To co jest dla mnie pewne, to fakt że warto po nią sięgnąć.

Pani French jest na prawdę bardzo dobra w pisaniu kryminałów z rozwiniętym wątkiem obyczajowym. Jej najmocniejszym punktem jest to, że potrafi przeczołgać emocjonalnie i przy tym poruszyć istotne kwestie społeczne.