Wszyscy kojarzymy Temidę. Bogini symbolizującą prawo i boży porządek. Waga w jednej dłoni, waży dobre i złe uczynki. Miecz w drugiej, symbolizuje gotowość do zakończenia sporu oraz przydeptany wąż, symbolizujący wszelkie zło. Jednak najbardziej znamienne są zakryte oczy, symbolizujące bezstronność. W mojej głowie po przeczytaniu „Demaskatora” rozbrzmiewa jedna myśl, że w miarę upływu czasu, trafniejszym określeniem symbolu opaski, jest chęć, aby Temida nie widziała, co ludzie czynią ze sprawiedliwością.

Korupcja, interesy, zmowa milczenia i zyski, które warte są ofiar…

Pewnego dnia na upalnej Florydzie, na statku, Lacy Stoltz i Hugo Hatch z Komisji Dyscyplinarnej Sędziów, spotykają się z tajemniczym informatorem. Mężczyzna uważa, że ma do przekazania ważne informacje na temat jednego z sędziów. Jeszcze wtedy śledczy nie spodziewają się w jak zawiłą, trudną i niebezpieczną sprawę wejdą na własne życzenie. Z czasem wychodzi na jaw, że ich informatorem jest były adwokat, aktualnie funkcjonujący pod nazwiskiem Greg Mayers, który w swojej karierze raczej nie wsławił się etycznym postępowaniem i nieskazitelnością prawniczą. Mayers wysuwa poważne zarzuty o korupcje i udział w światku przestępczym wobec sędziny Claudi McDover. Uważa, że jej działania nie są jednostkowym przypadkiem, a długotrwałym procederem w którym główną rolę odgrywa przestępczość zorganizowana. Zawiłość sprawy sięga jeszcze wyżej, ponieważ z czasem okazuje się, że Myers jest jedynie pośrednikiem pomiędzy śledczymi, a anonimową osobą, która owe informacje posiada. Zaangażowanie bohaterów uruchomi machinę tragicznych w skutkach wydarzeń, jednak nie będzie już można cofnąć czasu.

Mistrz thrillera prawniczego – z takim przydomkiem łączę Grishama. Wydaje mi się że każdy zna autora jeśli nie z książek to zapewne z ich ekranizacji. „Klient” czy „Raport pelikana” to tytuły które przeszły już do klasyki thrillera politycznego.

Przy każdej książce Grishama, mam wrażenie, że czytam coś, co jest skrzętnie dopracowane, udokumentowane i ubrane w bardzo dobrą powieść. Tym razem również towarzyszyło mi to odczucie. Przyznam, książki nie przeczytałam szybko. Dotarła do mnie 28.03 i zakończyłam jej czytanie zaledwie kilka dni temu. Nie jest to jednak wyznacznikiem tego, że powieść była zła, ale tego jak dokładnie i szczegółowo została opisana. Nie są to historie z powietrza, a lustrzane odbicie kondycji etycznej naszego społeczeństwa. Podobna sprawa ma się do bohaterów „Demaskatora”. Nazywam ich „żywymi bohaterami”. Każdy z nich mógłby zostać przeniesiony tu i teraz i nie byłby ani sztuczny, ani przerysowany. Pomimo złożoności fabuły, każda postać jest spójna z rzeczywistością, która ją otacza. Lubię to w książkach, potwierdza to jedynie duże doświadczenie autora i bardzo dobry warsztat.

Jednak, jeśli spodziewacie się, że każda karta powieści będzie ociekać brutalnością i czerwienią krwi ofiar, to niestety, ale tego nie otrzymacie. Jeśli oczekujecie wejść w świetnie stworzoną fabułę, budzącą dreszczyk i ciekawość, to jest to książka dla Was. Myślę, że nie przesadzę jeśli nazwę „Demaskatora” swego rodzaju grą z mnóstwem elementów, z których trzeba stworzyć całość. Elementów, które autor opisał w szczegółowy sposób.

Pytanie czy winni zostaną skazani?

Skoro książka bardzo odwołuje się do rzeczywistych problemów, to nigdy nie można mieć pewności co się wydarzy.

Recommended Posts