16 kwietnia 2017 roku premierę miała książka wydana nakładem Wydawnictwa Czarna Owca, autorstwa Michaela Harwey’a, pt. „Brighton”. Zacznę od razu od mocnego wejścia.

„Brighton” to dla mnie książka, która może przejść do klasyki kryminału.

Dwoje młodych, mocno różniących się od siebie ludzi popełnia zbrodnię. Bobby, który nie jest aniołkiem i ma problemy z prawem oraz Kevin wzorowy uczeń. Ciężar winy spoczywa na każdym z nich, jednak któregoś dnia Kevin opuszcza tytułowe „Brighton”, a jego przyjaciel pozostaje na miejscu wraz z mroczną tajemnicą, o której nikt nie może się dopowiedzieć. Po dwudziestu sześciu latach od tamtego zdarzenia, Brighton nie jest miejsce miłym i przyjaznym. Dochodzi w nim do serii przestępstw i głównym podejrzanym zostaje Bobby. Kevin w tym czasie żyje swoim życiem. Otrzymuje nagrodę Pulitzera, jednak musi wrócić w rodzinne strony, co wiąże się ze stawieniem czoła przeszłości i mordercy. Kevin nie może zostawić przyjaciela. Bohaterowie wiele razem przeszli, a ich życie otoczone jest wspólną tajemnicą.

Sposób w jaki została napisana powieść kojarzy mi się z takim mrocznym i szorstkim męskim klimatem. Morderstwo, alkohol, papierosowy dym, hazard i prochy w tle. To bardzo działa na wyobraźnię.

Książka jest o męskiej przyjaźni z rolą kobiet w tle. O tym jak daleko można się posunąć będąc lojalnym i zachowując tajemnicę. Autor pokazuje jak złożone i niejednoznaczne jest zło. Bohaterowie to mieszanka dobrych i zarazem okrutnych postaci oraz relacji między nimi. W żadnym momencie nie można być pewnym czy zaufano odpowiedniej osobie. Czytelnik nigdy nie wie co się za chwilę wydarzy, co sprawia, że fabuła zapiera dech w piersiach i nie pozwala głęboko odetchnąć. Autor przedstawia nam historię, która warunkuje to kim stali się bohaterowie. Ich decyzje i wybory. Daje do zrozumienia że nigdy nie pozbędziemy się przeszłości. Nawet kiedy się od niej odcinamy i żyje ona w innej „rzeczywistości”, przeszłość może dać o sobie znać w najmniej spodziewanym dla nas momencie. Zburzyć „nowe”, które budowaliśmy i uwolnić stare tajemnice. Życie zakomunikowało bohaterom książki, że przeszłość nie zapomina.

Od samego początku zwróciło moją uwagę to, jak świetnie na płaszczyźnie psychologicznej autor stworzył postaci. Bardzo wyraźne i ostro zarysowane. Dzięki temu czasem odczuwałam autentyczną niechęć do niektórych z nich.

Znalazł się też niewielki minus. Przyznam że miałam czasem problem z odnalezieniem się w niektórych retrospekcjach, prawdopodobnie to sprawiało że czasem nie widziałam logiki w niektórych zdarzeniach, ale pomimo, że zarzut zabrzmiał poważnie, to wierzcie mi to na prawdę drobny minus.

Świetna, świetna, świetna.

Parafrazując Johna Grishama – Wszyscy powinni czytać Michaela Harvey’a.

Recommended Posts