„Kiedy będziesz się przyglądał miejscu zbrodni, nawet takiemu, na którym przelano niewinną krew, nie będziesz mógł zatrzymać się na pytaniach „kto” i „dlaczego”. Będziesz musiał wyobrazic sobie przeszłość sprawcy morderstwa, która doprowadziła go aż do tego miejsca, nie pomijając tego, kto go kocha, albo kochał wcześniej. Będziesz musiał przedstawić go sobie, jak się śmieje i płacze, kiedy jest szczęśliwy albo smutny. Ujrzeć go jako dziecko w ramionach matki. I jako dorosłego, kiedy robi zakupy i wsiada do autobusu, kiedy śpi i kiedy siedzi przy posiłku. I kiedy kocha. Ponieważ nie istnieje człowiek, nawet najbardziej straszliwy, który nie byłby zdolny doświadczyć tego uczucia.”

Pomyślałam, że powyższy cytat będzie dobrym wstępem do przedstawienia mojej opinii i jednocześnie dowodem na to, jak ciekawy może być drugi tom z serii o penitencjariuszu, agencie Paenitentiaria Apostolica, Marcusie. Jestem świeżo po lekturze pierwszego tomu pt., „Trybunał dusz”, więc moje emocje jeszcze nie opadły.

Agent działający w imieniu Paenitentiaria Apostolica, Marcus, od roku poszukuje mordercy zakonnicy. Niestety, bezskutecznie. Zbrodnia była potworna. Zakonnice poćwiartowano i pozostawiono w watykańskich ogrodach. Tymczasem, Rzymem wstrząsa seria zabójstw, która ma miejsce w niewielkiej odległości czasu. Policja ustalając modus operandi sprawcy, próbuje przewidzieć ruchy mordercy i w efekcie go schwytać. W grupie policyjnej zajmującej się sprawą, działa sprytna i spostrzegawcza Sara Vega, która zajmuje się sporządzaniem dokumentacji fotograficznej miejsc i ofiar zbrodni. Wisienką na tym thrillerowym torcie, jest zaangażowanie się w sprawę, wcześniej wspomnianego, tajemniczego i utalentowanego penitencjariusza. Sprawa nie jest łatwa i prowadzi do przerażających wniosków i nieoczekiwanych wydarzeń.

Przyznam, bardzo polubiłam postać Marcusa. Niejednoznaczna i tajemnicza, świetnie wpasowuje się w klimat całości, a może to właśnie dzięki Marcusowi klimat tak się formuje. Bohater, jak zwykle zaskakuje umiejętnościami wychwytywania anomalii i bardzo dobrej dedukcji. Choć są one przerysowane, wcale to nie przeszkadza, a wręcz buduje jeszcze większą tajemniczość. Nie zabraknie rozbudowanego wątku z policjantką Sarą Vega, jednak nie obawiajcie się przerysowanego obyczaju, nic takiego nie ma miejsca. Autor utrzymuje konwencje dobrego thrillera trzymającego w napięciu, od początku do końca.

Poza ciekawymi bohaterami, pochłania mnie mroczny klimat. Lubię taki mrok i setkę pytań na które szukam odpowiedzi. Nawet nie brakowało mi mrozu, surowości natury i śniegu. To, co również dla mnie ważne, to lekkość z jaką autor tworzy postaci i dopasowuje je do siebie charakterologicznie. Mam wrażenie, że w pierwszej części, w „Trybunale dusz”, nie było to tak bardzo widoczne, ale „Łowca cieni”, zdecydowanie pokazuje znajomość ludzkiej osobowości, jaką autor posiada i to jak potrafi swoją wiedzę w tym zakresie wykorzystać. Jednak powód mało ważny, kiedy efekt tak interesujący.

W przeciwieństwie do pierwszego tomu, w „Łowcy cieni” nie wkradło się zagmatwanie. Książka jest uporządkowana, choć wielowątkowość nadal występuje. Podobnie jak w „Trybunale dusz”, autor ma tendencje do opisówek, na szczęście nie występuje to zbyt często. Najciekawsze dla mnie jest to, że jak już jestem zmęczona tym chodzeniem z bohaterami po Rzymie i przesiąkaniem informacjami na temat historii, architektury itp., to nagle następuje zwrot akcji i zaczyna się dziać bardzo ciekawie. Już po pierwszym tomie wiem że Carissi potrafi „wyczuć” czytelnika, wie kiedy przestać „gadać” i zacząć „działać”.

Jestem zdezorientowana zakończeniem i żałuje, że nie mogę od razu sięgnąć po tom trzeci. Zapewne jako czytelnicy wiecie, że to taki nasz odwieczny problem, chcemy dowiedzieć się jak najszybciej prawdy, ale jak się kończy książka to czujemy żal, zawód i inne adekwatne dla nas emocje.

Jeszcze tak zupełnie tytułem dodatku – bardzo podoba mi się okładka książki. Jest taka niejednoznaczna i mroczna. Spoglądając na nią do góry nogami, miałam wrażenie, że postać na okładce zaraz otworzy oczy.

Czekam na kolejny tom! „Il maestro delle ombre.”

„Prawda polega bowiem na tym że w obliczu śmierci innych płaczemy nad sobą. Nie jest to uczucie szlachetne, ale zwykły strach, że pewnego dnia i nas dopadnie taki sam los.”

Recommended Posts