„Najmroczniejszy sekret” Alex Marwood

Kiedy skończyłam czytać książkę i spojrzałam na ostatnie słowa, pomyślałam tylko jedno – nic nie dzieje się bez przyczyny.

Lubicie psychologiczną grę z czytelnikiem? Siatkę charakterologicznych połączeń dopasowanych do siebie niczym puzzle? W powieści „Najmroczniejszy sekret” otrzymacie to wszystko, w zestawie z dramatycznym tłem.

Pięćdziesiąte urodziny to doskonały powód do hucznego świętowania, szczególnie dla mężczyzny, który stoi przed obliczem drugiej młodości. Sean Jackson chciał, aby jego urodziny były tak samo perfekcyjne, jakim wydaje się być jego życie. Impreza zdecydowanie należy do udanych. Nie brakuje alkoholu, pożądania, błyskotek i innych atrakcji poszerzających percepcję doskonałości. Jednak perfekcja to pojęcie względne. Dla jednych nie istnieje, a dla innych jest jedynie przykrywką bagna w którym się żyje. Właśnie takie bagno powoli zaczyna wciągać rodzinę i jej otoczenie po zaginięciu jednej z córek solenizanta, małej Coco. Dziewczynka znika bez śladu i nikt nie jest w stanie powiedzieć, co się z nią stało. Mija wiele lat od tragicznego zdarzenia i bezskutecznych poszukiwań. Przez ten czas los nie oszczędza rodziny Coco. Któregoś dnia, po latach, dochodzi do kolejnego spotkania elity targowiska próżności. Tym razem również z przykrymi okolicznościami w tle. Od tej chwili powieść staje się studium przypadku, tego co zrobią ludzie, aby za wszelką cenę utrzymać się na powierzchni bagna.

Autorka przedstawia nam dwie perspektywy, tu i teraz, widziane oczami Milly, córki Seana z pierwszego małżeństwa oraz powroty do przeszłości zgrabnie ujęte i ukazujące cały proces tego, co w konsekwencji ma miejsce. To powieść, która prezentuje najgorszy zestaw ludzi, skumulowany w jednym miejscu. Nie oczekujcie akcji w dosłownym znaczeniu tego słowa, ona toczy się od pierwszej karty, ponieważ autorka buduje postaci już od początku powieści. To oni i ich relacje są akcją w szerokim znaczeniu tego słowa. Marwood rozwija kolejno ich role, aż nagle okazuje się, że całość opływa kłamstwem, obłudą i fałszem.

Fabuła stworzona przez Marwood, jest jak góra lodowa. Początkowo poznając bohaterów widzimy to, co na powierzchni. Z karty na kartę Marwood coraz głębiej wchodzi w charakterystykę każdego z bohaterów, aż w końcu schodzimy do miejsc pod powierzchnią, gdzie jest mętna woda, muł, szlam, błoto, potem długo, długo nic, a następnie ogromna pustka i cierpienie tych, którzy w tym wszystkim są najmniej winni.

Tytułem dodatku. Kiedy czytałam „Najmroczniejszy sekret” to natrafiłam na opinie bohaterów książki o Polakach, najczęściej o wulgaryzmach, które wyrzucają z siebie w trakcie pracy. Szkoda, że niewielka część tworzy obraz całości, w dodatku taki, który przedstawiono w książce opublikowanej w wielu krajach.

Już teraz wiem, że to kolejna książka z serii thriller psychologiczny, która trafi do mojej czołówki w podsumowaniu roku.

„Pogrzebani” Graham Masterton

Masterton to klasa sama w sobie, więc kiedy zobaczyłam te pozycję w ofercie wydawnictwa Albatros, to wiedziałam, że to właśnie ją będę chciała zrecenzować. Nazwisko Mastertona często widnieje w zestawieniu ze Stefanem, Królem powieści grozy. Jednak tak jak Kinga cenię za horrory (jego wyobraźnia nie ma granic), tak Mastertona cenię za jego serię thrillerów. „Pogrzebani” to jeden z sześciu tomów, z cyklu o Katie Maguire. Kolejny tom, który i tym razem mnie nie zawiódł.

Pewnego dnia, dwójka robotników dokonuje makabrycznego odkrycia. Podczas prac remontowych, pod podłogą, znajdują zmumifikowane ciała, całej rodziny. Ślady w ich czaszkach, ewidentnie wskazują na egzekucję. Jednak co jest intrygujące, to fakt, że zbrodni dokonano jakieś 90 lat wcześniej. Być może ten początek nie był momentem budzącym poczucie, że to książka z dużą dawką emocji, jednak z pewnością był to, przynajmniej dla mnie, ciekawy początek. Swoją drogą takie „sceny” przerażają mnie o tyle, że zaczynam się zastanawiać co może być „schowane” w moim domu. Na szczęcie mieszkam w bloku więc jedyne co mam „pod podłogą” to dość nadpobudliwa i głośna sąsiadka.

Wracając do sedna – już po tym momencie książki, wiedziałam, że będzie na czym oko zawiesić. Co jest dla mnie istotne, to fakt, że Masterton nie jest w swojej twórczości powtarzalny. Nie widzę w „Pogrzebanych” kalki poprzednich tomów z serii i to bardzo cieszy. Nie mam co się rozdrabniać na temat budowy postaci i ich osobowości, bo to nie ten poziom i nie ta klasa autora, aby coś punktować. To co lubię również u Mastertona, to to że nie obawia się on poruszać obszarów obyczajowych i w tym przypadku było podobnie. Jednak bez obaw, to nadal jest thriller, jednak wzbogacony o wachlarz ludzkich emocji.

Jak wcześniej wspominałam „Pogrzebani” są już kolejnym, szóstym tomem z cyklu o Katie Maguire. Jednak jeśli nie czytaliście wcześniejszych pięciu tomów, to spokojnie możecie od razu sięgnąć po tom szósty, ale jeśli chcecie dowiedzieć się kim jest Katie, dlaczego znajduje się w takim punkcie życia, a nie w innym, to koniecznie nadróbcie też zaległości. Na prawdę warto.

Mam nadzieję że Masterton będzie tworzyć jeszcze bardzo długo. Choć sama nadzieja miesza się z obawami o jego zdrowie. Przy okazji robienia prasówki, czytałam o tym, że autor pisząc książki pobudza wenę w pubach, do których udaje się na alkoholowego motywatora. Także, sami rozumiecie.

Reasumują – jeśli macie chwilę wolnego czasu to warto wypełnić ją lekturą powieści „Pogrzebani”, a jeśli nie macie chwili wolnego to myślę że powinniście ją jak najszybciej wygospodarować.