Masterton to klasa sama w sobie, więc kiedy zobaczyłam te pozycję w ofercie wydawnictwa Albatros, to wiedziałam, że to właśnie ją będę chciała zrecenzować. Nazwisko Mastertona często widnieje w zestawieniu ze Stefanem, Królem powieści grozy. Jednak tak jak Kinga cenię za horrory (jego wyobraźnia nie ma granic), tak Mastertona cenię za jego serię thrillerów. „Pogrzebani” to jeden z sześciu tomów, z cyklu o Katie Maguire. Kolejny tom, który i tym razem mnie nie zawiódł.

Pewnego dnia, dwójka robotników dokonuje makabrycznego odkrycia. Podczas prac remontowych, pod podłogą, znajdują zmumifikowane ciała, całej rodziny. Ślady w ich czaszkach, ewidentnie wskazują na egzekucję. Jednak co jest intrygujące, to fakt, że zbrodni dokonano jakieś 90 lat wcześniej. Być może ten początek nie był momentem budzącym poczucie, że to książka z dużą dawką emocji, jednak z pewnością był to, przynajmniej dla mnie, ciekawy początek. Swoją drogą takie „sceny” przerażają mnie o tyle, że zaczynam się zastanawiać co może być „schowane” w moim domu. Na szczęcie mieszkam w bloku więc jedyne co mam „pod podłogą” to dość nadpobudliwa i głośna sąsiadka.

Wracając do sedna – już po tym momencie książki, wiedziałam, że będzie na czym oko zawiesić. Co jest dla mnie istotne, to fakt, że Masterton nie jest w swojej twórczości powtarzalny. Nie widzę w „Pogrzebanych” kalki poprzednich tomów z serii i to bardzo cieszy. Nie mam co się rozdrabniać na temat budowy postaci i ich osobowości, bo to nie ten poziom i nie ta klasa autora, aby coś punktować. To co lubię również u Mastertona, to to że nie obawia się on poruszać obszarów obyczajowych i w tym przypadku było podobnie. Jednak bez obaw, to nadal jest thriller, jednak wzbogacony o wachlarz ludzkich emocji.

Jak wcześniej wspominałam „Pogrzebani” są już kolejnym, szóstym tomem z cyklu o Katie Maguire. Jednak jeśli nie czytaliście wcześniejszych pięciu tomów, to spokojnie możecie od razu sięgnąć po tom szósty, ale jeśli chcecie dowiedzieć się kim jest Katie, dlaczego znajduje się w takim punkcie życia, a nie w innym, to koniecznie nadróbcie też zaległości. Na prawdę warto.

Mam nadzieję że Masterton będzie tworzyć jeszcze bardzo długo. Choć sama nadzieja miesza się z obawami o jego zdrowie. Przy okazji robienia prasówki, czytałam o tym, że autor pisząc książki pobudza wenę w pubach, do których udaje się na alkoholowego motywatora. Także, sami rozumiecie.

Reasumują – jeśli macie chwilę wolnego czasu to warto wypełnić ją lekturą powieści „Pogrzebani”, a jeśli nie macie chwili wolnego to myślę że powinniście ją jak najszybciej wygospodarować.

Recommended Posts