Siedem śmierci Evelyn Hardcastle Stuart Turton

Przedstawiam wam książkę która na dzień dzisiejszy jest moim top of the top 2019. W prawdzie jest dopiero końcówka marca, ale jak dotąd żadna z książek aż tak mnie nie wciągnęła. Siedem śmierci Evelyn Hardcastle, bo o niej mowa, hipnotyzuje zagadką i pobudza do jej rozwiązania wraz z bohaterem/bohaterami… no właśnie i tu rozpoczyna się labirynt kryminalny.

„O jedenastej wieczorem Evelyn Hardcastle zostanie zamordowana. Masz osiem dni i osiem wcieleń. Pozwolimy ci odejść pod warunkiem, że odkryjesz, kto jest zabójcą. Zrozumiano? W takim razie zaczynamy…

Evelyn Hardcastle będzie umierać każdego dnia, aż do momentu, gdy ktoś odkryje, kim jest jej zabójca. Wśród gości zaproszonych do Blackheath jest kilku ludzi, którzy próbują to zrobić. Nie mają równych szans ani równych możliwości. Stale przeżywają ten sam dzień, usiłując rozwiązać zagadkę, lecz każdy wieczór nieubłaganie przeszywa dźwięk wystrzału z rewolweru…

Jeśli Aiden Bishop nie zwycięży w wyścigu o odkrycie tożsamości mordercy, nigdy nie opuści posiadłości. Ma osiem szans: każdego ranka przez osiem dni obudzi się w ciele innego gościa… Jeśli nie uda mu się znaleźć zabójcy, cały cykl zacznie się od początku. I znów będzie musiał odkrywać, kim są jego przeciwnicy i który z nich pod eleganckim ubraniem skrywa śmiertelnie ostry nóż…”

Niech was nie zrażają gabaryty lektury. Nie jest ani przegadana, ani przeciągnięta. Czyta się ją błyskawicznie. Ciekaw akcja, nietuzinkowi bohaterowie i intrygująca fabuła, a wszystko to można skwitować jednym porównaniem – kryminalny dzień świstaka w połączeniu z fantastycznym klimatem a’la Agata Christie. Stuart Turton zafundował nam lekkie zamieszanie w stylu noir. Przeszłość, przyszłość, teraźniejszość a w całość wpleciona niezła intryga. Na początku nie wiedziałam nic, a w głowie miałam bałagan i przez pewien czas trudno było mi ogarnąć fabułę. Jednak ciekawym zabiegiem jest to, że od początku wiemy tyle co sam bohater. Tak samo błądzimy i staramy się znaleźć odpowiedzi na dziwne wydarzenia. Faktycznie możemy rozwiązywać krok po kroku zagadkę, ale musimy wiedzieć, że autor zadbał o to, aby wodzić nas za nos i dostarczać błędnych podpowiedzi.

A klimat to wisienka na torcie. Noir w najlepszym wydaniu. Oczywiście nie ma ideałów i mnogość bohaterów może niektórych zwieść i zmęczyć – jednak nie mnie 🙂

Zakończenie – WOW. Nie pozostaje mi nic innego jak polecić.

„Władca ciemności” Donato Carissi

Donato Carrisi to jeden z moich ulubionych autorów. Jego „Trybunał dusz” i „Łowca cieni” wbiły mnie w fotel. Prawie dwa lata czekałam aż w Polsce pojawi się trzecia część historii o Marcusie, członku Pradawnego stowarzyszenia o nazwie Penitenzeri przeszkolonego do wykrywania prawdziwego zła.

Przyszedł czas na „Władcę ciemności”

Napiszę od razu, że jestem bardzo zadowolona i było na co czekać. Jednak od początku.

Wyobraźcie sobie sytuacje kiedy nagle gasną wszystkie światła. Nadchodzi ciemność. Nie ma prądu, dostępu do informacji, a ludzie przestają być sobą. Budzą się w nich najgorsze instynkty. Chaos, przemoc i bezwzględność w ciemności smakuje lepiej bo jest bezkarna. Spotkać w takiej nocy największego wroga może oznaczać śmierć.

Tuż przed totalną ciemnością dochodzi do kilku dziwnych zdarzeń trudnych do wyjaśnienia. Dodatkowo dochodzi do tragedi w której ginie ważna persona kościoła. Miejsce odnalezienia zwłok wygląda dość osobliwie, dlatego penitencjariusz zostaje wezwany, aby posprzątać i zlikwidować kompromitujące ślady.

W trzeciej części nie zabraknie również Sandry Vegi, byłej policjantki, którą można było poznać w poprzednich częściach. Z czasem okazuje się że sprawy znów łączą drogi Sandry i Marcusa.

Tatuaż w postaci małego kółka, chłopiec który zaginął 9 lat temu, białe trampki i tajemnicze notatki i Kościół Zaćmienia Księżyca. Do tego dziwne okoliczności w jakich o poranku obudził się Marcus. plus brak pamięci. To wszystko razem wzięte stanowi zagadkę, jakby się wydawało, nie do rozwiązania.

Władca ciemności to pełna ciekawych zwrotów akcji historia. W tym tomie od początku do końca nie byłam w stanie zgadnąć „kto, co i dlaczego”. Nowi bohaterowie, ale też powrót tych już znanych postaci których czytelnik poznał w poprzednich częściach. Niestety, za krótka i z fatalnym zakończeniem. Po zakończeniu nie wiem czego się jeszcze spodziewać i czy w ogóle czegoś się jeszcze spodziewać. Podobno zakończenia powinny zbudować napięcie, tak aby czytelnik jeszcze bardziej wyczekiwał kolejnej części. Niestety, na mnie zadziałało to lekko irytująco. Nie wiem kiedy i czy w ogóle pojawi się czwarty tom.

Mam nadzieję że nie będę musiała za długo czekać, jeśli w ogóle będzie na co.