„Posłuszna żona” Kerry Fisher

Po książkę Posłuszna żona sięgnęłam tuż po przeczytaniu Utoną we łzach swoich matek i właściwie to się cieszę, bo fabuła Posłusznej żony jest lekka i niewymagająca zaangażowania emocjonalnego. Jeśli szukacie czegoś co wstrząśnie waszym światem, pobudzi do refleksji i podniesie poziom emocji, to na pewno nie będą to Posłuszne żony.

Lato (bo czytałam latem) słońce, leżaczek na balkonie (to w moim przypadku) i chłodny napój. W taki klimat opowieść wpisuje się najlepiej.

Tajemnice, wstyd, troska o bliskich, niedopasowanie, przemoc – taką mieszankę otrzymacie, jednak bez większej głębi. Trochę śmiesznie, trochę strasznie, ale na pewno interesująco.

Powieść toczy się wokół Lary i Maggie. Ta pierwsza, wykształcona i inteligentna żona swojego męża, która poświęca się prowadzeniu domu, podczas kiedy on, przystojny i czarujący zdobywa pieniądze. Druga to Maggie, szalona, bezpośrednia, nie odbiegająca inteligencją od Lary. Dobrze radząca sobie w relacjach z ludźmi i zdecydowanie nie pasująca do rodziny w którą się wżeniła. Włoska rodzina – powinnam napisać że jedna z typowych włoskich rodzin, ale zalatuje trochę stereotypem. Mamma trzymająca wszystko w garści i jej dwóch synów, ukochanych synów. Cała reszta jest dodatkiem, rzadko spełniającym jej wymagania.

Poznajemy życie tych dwóch kobiet, które za sprawą wielu wydarzeń stają się sobie coraz bliższe. Autorka naprzemiennie pozwala nam uczestniczyć w ich codzienności. Maggie i Lara opowiadają o swoich relacjach z rodziną i otoczeniem. Ponieważ zarówno jedna jak i druga funkcjonują w tym samym środowisku możemy przyjrzeć się podobnym wydarzeniom z różnych perspektyw.

Trzeba przyznać że to ciekawa opowieść. Nie nuży, wciąga i bywa że zaskakuje. Jednak to co mnie najbardziej irytowało to trywialne przemyślenia jednej z bohaterek. Pomyślałam wtedy że to będzie dla mnie droga przez mękę jeśli co kilka stron autorka będzie rzucać średnio zabawne komentarze, żeby zrobić z Maggie jeszcze bardziej freak’ową postać. Jednak po czasie skłoniłam się raczej ku temu że fakt że bohaterka używa takiego języka to raczej kwestia tłumaczenia, ponieważ „zabawne” dialogi są dostosowane do naszych realiów. Na szczęście szybko się to skończyło i historia toczyła się dalej.

„Tymczasem wnosząc po nastroju panującym w sali ślubów, można by pomyśleć, że zebraliśmy się tu na zbiorową kolonoskopię”

„Nie zawiodłam mnie, cała w uśmiechach wyglądała radośnie jak kwitnący rododendron w sali pełnej ascetycznym czosnków ozdobnych.

„Może uda mi się zrównoważyć brak zdolności językowych umiejętnościami w zakresie konserwacji powierzchni płaskich.”

Drugi minus to mdłe zakończenie. Takie rzekłabym pozytywne, a ja jednak jestem racjonalistką więc biorąc pod uwagę wszystkie wątki które miały miejsce – taki finał mnie rozbawił.

Ale! Raz jeszcze! Moim zdaniem – to lekka, przyjemna i wciągająca lektura. Nie była dla mnie stratą czasu, wręcz przeciwnie, była dla mnie oderwaniem od tych lektur które zazwyczaj czytam – o głodzie, wojnach, gwałtach i ekstremistach.

Krótko – bardzo przyjemna powieść.