„Zasady magii” Alice Hoffman

Połowa miesiąca, więc trochę zwalniamy. Za oknem cudnie. Uwielbiam taką pogodę. Mgła (właściwie to smog, ale ja wolę sobie marzyć, że to tylko cudowna „londyńska” mgła), spadające liście, świst wiatru w lesie i tak jakby tajemniczo, mrocznie, ale dla mnie magicznie – no właśnie – o magi miała być dziś mowa.

Sięgając po „Zasady magii” Alice Hoffman, miałam właśnie takie oczekiwania. Niestety, otrzymałam bardzo przewidywalną i  toporną historię, zupełnie pozbawioną magicznego klimatu.

Franny, Jet i Vincent to troje magicznego rodzeństwa. Jak przystało na istoty obdarzone wyjątkowymi właściwościami, nie powinni być ani szablonowi, ani nudni, bowiem każdy z nich posiadał wyjątkowe, nadprzyrodzone umiejętności, których moc rosła wraz z nimi. Jednak we wszechświecie musi być równowaga. Dlatego rodzeństwo miało również sporo ograniczeń. Największym z nich była miłość, a wszystko przez przeszłość, klątwę i ciotkę która trzysta lat wcześniej została oskarżona o czary.

Tak dobrze się zapowiadało. Gwiazdki, recenzje, fakt że to prequel „Totalnej magii”, wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że muszę ją przeczytać. Na początku strasznie mi się dłużyło i to już nie był dobry znak, ale zawsze w takich sytuacjach mam nadzieję że może zaraz, za kilka stron lektura się rozkręci – niestety tak się nie stało. Powieść jest ołowiana i nudna. Pomimo tego że postacie były „niezwykłe” nie wzbudziły we mnie zainteresowania – rozczarowują, są płaskie i bez charakteru. Nie specjalnie interesowały mnie ich losy, nie obchodziło mnie co się z nimi stanie i co się im przydarzy. Sięgając po książkę miałam zupełnie inne oczekiwania i pewnie to również wpłynęło na odbiór tej powieści. Owszem, był zapach ziół i eliksiry , ale sama magia stała się raczej tłem do historii, która skupiała się na relacjach międzyludzkich.

„Zasady magii” to niestety dla mnie zawód i strata czasu.

W tej rodzinie miłość jest przekleństwem…

Wszystko zaczęło się w 1620 roku, kiedy Maria Owens została oskarżona o czary – ukarano ją za to, że pokochała niewłaściwego mężczyznę.

Kilkaset lat później w Nowym Jorku lat 60., w świecie, który zmienia się z dnia na dzień, Susanna Owens wie, że trójka jej dzieci jest niebezpiecznie wyjątkowa.

Trudna Franny, o skórze białej jak mleko i krwistoczerwonych włosach, nieśmiała i piękna Jet, która potrafi czytać w myślach, i charyzmatyczny Vincent, który odkąd nauczył się chodzić, pakuje się w tarapaty.

Od samego początku Susanna wyznaczyła swoim dzieciom sztywne granice: żadnych wędrówek w świetle księżyca, czarnych strojów, kotów, kruków, świec ani podręczników czarnej magii. A przede wszystkim: żadnych ognistych romansów!

Odwiedziny u ciotki Isabelle w Massachusetts otworzą dzieciom oczy na przeszłość ich rodziny. Na jaw wyjdą skrywane tajemnice i prawda o tym, kim naprawdę są. Po powrocie do Nowego Jorku każde z nich wejdzie na nową drogę i na swój sposób spróbuje uciec od rodzinnej klątwy. Czego by jednak nie robili młodzi Owensowie, nie mogą uniknąć miłosnych rozczarowań i uczuciowych zawodów.