Uwielbiam skandynawską literaturę. Cokolwiek by mówić o kryminałach samych w sobie, to Skandynawowie są dla mnie mistrzami tworzenia mrocznego i surowego klimatu. Oczywiście, są te gorsze i te lepsze, i oceniając „3 godziny”, to zdecydowanie jest to książka z zakresu tych, które mnie pochłonęły.

„Spokojny poranek w Sztokholmie. Ewert Grens zostaje wezwany do kostnicy. W zamkniętym pomieszczeniu znajduje się o jedno ciało za dużo. Skąd się tam wzięło?

Piet Hoffman przenosi się w nowe miejsce, aby wypełnić ostatnią niebezpieczną misję, zanim definitywnie porzuci życie kryminalisty. Czeka go podróż przez gorącą, pozbawioną wody pustynię i wzburzone morze, w odległe zakątki świata, gdzie ludzkie życie nie ma żadnej wartości.

Tymczasem w Szwecji Zofia i jej synowie z utęsknieniem wyczekują na powrót Pieta. Gdy zjawi się w domu, będą mogli wreszcie odnaleźć spokój. Rodzinna sielanka nie trwa jednak długo, a poczucie bezpieczeństwa jest złudne – synom Pieta Hoffmana zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo.”

„3 godziny” to kolejna część kryminalnych przygód detektywa Pieta Hoffmana. Ja niestety nie czytałam wcześniejszych tomów (podobno są świetne), więc nie mogę się do nich odnieść, ale z przyjemnością napisze wam o tym smakowitym skandynawskim kąsku. Czemu mi się tak podobała? A no dlatego, że łączy ze sobą to co lubię – czyli poza zagadką jest też trochę obyczaju i odniesień do spraw społecznych – bardzo trudnych i bardzo aktualnych, ale przede wszystkim poruszające wiele trudnych kwestii etycznych. Uchodźcy, nieludzkie traktowanie ludzi, przemyt.. bardzo aktualne i jeszcze bardziej przerażające. Można napisać, że to krótka historia uprzedmiotowienia żywej istoty. To (niestety) bardzo osadza książkę w codzienności. Historia budzi emocje, szczególnie jeśli spojrzymy na nią przez pryzmat rzeczywistości. Wydarzeń w których uczestniczymy z bohaterami jest sporo są dynamiczne, ale również refleksyjne.

Można się przyczepić na ile wiarygodni byli niektórzy bohaterowie, ale szczerze? Nie mam zamiaru się nad tym rozpływać, bo nie zmienia to faktu, że książka wchłania doszczętnie.

Przyznam, że zakończenie książki odrobinę mnie rozczarowało, ale nawet mimo tego „3 godziny” są godne tego, aby poświęcić im więcej niż tytułowe 3 godziny. Pomyślicie, że ja znów lobbuje Skandynawską literaturę, ale nie mogę inaczej, kiedy książka jest na prawdę dobra. Jeśli już ogarniecie swoje codzienne obowiązki, to może uda wam się znaleźć chwilkę na czytanie. Polecam (jak zawsze) usadowić się w wygodnym miejscu. Wyłączyć telefon, komputer. Zrobić termos ulubionego napoju, zapas kanapek i zacząć czytać, przenosząc się do mrocznej i chłodnej Skandynawii.

Recommended Posts